W gruncie rzeczy jest bałagan,
W ciuchach leżę, leżę, tonę.
Walizka obok mnie czeka,
Zebrać się do czynu nie mogę.
-
Ale nie w tym problem, we mnie.
Unikać obowiązków, myśleć o sobie.
Och! To straszne i prawdziwe,
"Ludzka rzecz" wmawiam to sobie.
-
Nikogo nie ma obok,
Prosić o pomoc nie mogę.
Przyjaciel z trumny spogląda,
Jest tam bo złamał nogę.
-
Nikt po niego nie przyszedł,
Każdy mówi "dorośnij Agatka".
Zostawili go by gnił,
Jezus, Maria, własna matka.
-
Lecz leży spokojnie,
Ani łza nie spłynęła.
Oj! Jakie to smutne,
Szafka na niego runęła.
-
Nie wiem już gdzie go postawić,
Miejsca brak, miejsca brak.
Leniwa jestem, leżę tutaj sama.
Ten bałagan rozprzestrzenia się jak rak
-
Mogłam mu pomóc, uratować.
Czuje że mnie to czeka, ja już tutaj tonę.
A gdy dorosnę skończę jak mój przyjaciel,
Posiedzę, zgniję, spłonę.
-
A więc w moim pokoiku jest bałagan,
Wśród niego leżę, umieram, tonę.
Nigdzie indziej niż w gruncie rzeczy.
